sobota, 27 maja 2017

"Więzy Krwi" - Patricia Briggs



"Palenie czarownic na stosie, próby wody czy publiczne lincze są obecnie zakazane. Przeciętny obywatel oświeconego świata nie musi się też trapić stworzeniami, które ożywają nocą. Czasami żałuję, że nie jestem przeciętną obywatelką…

Mercedes Thompson, pracująca jako mechanik samochodowy, ma przyjaciół w mętnych kręgach i bardzo mrocznych miejscach. W dodatku nasza droga Mercy winna jest jednemu z nich przysługę. Zdolna do zmiany postaci na zawołanie, zgadza się wesprzeć

piątek, 5 maja 2017

month in photos #marzec2017 #kwiecień2017

Czas płynie,
ja nie robię dużo zdjęć, 
oglądam seriale,
jem popcorn,
czytam fantastykę 
i
mam się dobrze,
żyje,
nie zniknęłam,
więc
zapraszam do zdjęć!

wtorek, 28 marca 2017

"Zew księżyca" - Patricia Briggs




" Ta opowieść „pracuje” jak dobrze wyregulowany silnik
Seksowny sąsiad Mercedes Thompson jest… wilkołakiem. Mercedes, w swoim warsztacie, próbuje naprawić furgonetkę, która przypadkiem należy do… wampira. Z drugiej strony, sama Mercy też nie jest całkiem zwyczajna, a jej związek ze światem istot ożywających nocą nieuchronnie pakuje ją w kłopoty.

Mroczne urban fantasy. Bohaterowie – zachwycająco nieludzcy.

Wilkołaki mogą być niebezpieczne, gdy wejdziesz im w drogę. Wystarczy jednak zachować ostrożność, a - raczej - nie zrobią ci krzywdy. Bez trudu ukrywają swoją naturę przed ludźmi. Tylko że ja nie jestem człowiekiem. Potrafię je rozpoznać, a one rozpoznają mnie…"

~lubimyczytac.pl~ 


"Zew księżyca" to moje pierwsze podejście do gatunku Urban Fantasy i muszę przyznać ze jest ono jak najbardziej udane. Od moich znajomych  nasłuchałam się ogromu opowieści o wampirach, wilkołakach i innych stworach. Może właśnie dlatego wcześniej nie sięgnęłam po książkę o takiej tematyce, i bardzo się cieszę, ze zaczęłam od książek pani Briggs. 
Świat wykreowany w powieści mieści w sobie wiele różnorakich gatunków: gremliny, czarownice, zmiennokształtni, trole, wcześniej wspomniane wampiry czy wilkołaki to tutaj codzienność. Mogłoby się wydawać że przez świat przesycony magicznymi istotami fabuła będzie przerysowana. Nic bardziej mylnego.

 //Tańcz, kiedy śpiewa księżyc i nie płacz z powodu kłopotów, które jeszcze nie nadeszły.//

Na pierwszy rzut oka książka nie wyróżnia się niczym szczególnym. Mamy bohaterkę, która jest trochę inna niż reszta, mamy faceta, a nawet kilku i oczywiście mamy zagadkę do rozwiązania. Pomimo tych aspektów, trzeba pamiętać, że tę powieść wydano dobre kilka lat temu. Wtedy była ona wzorem dla wielu pisarzy, ale nawet teraz można doszukać się w niej kilku interesujących smaczków. Otóż nasza kochana Mercy jest mechanikiem. I może się wam wydawać: "ojoj kobieta mechanik. To takie męskie, takie niesmaczne, a tak w ogóle to co w tym interesującego?" Może nic szczególnego ale to coś innego, coś z czym wcześniej się nie spotkałam. Była już dziewczyna zabójczyni, łowczyni demonów, złodziejka ale mechanik? To z pewnością coś nowego.

Zazwyczaj główne postaci w pierwszych częściach są bardzo sztampowe i irytujące. I może Mercedes (notabene od Volkswagena) miała kilka dziwnych zachowań to przyznam, że ją polubiłam. To energiczna młoda kobieta, która mimo tego iż jest odważna i wygadana,to doskonale zdaje sobie sprawę, iż sama sobie ze wszystkim nie poradzi. Jest tylko jeden malutki problem, nie wiem ile ona ma dokładnie lat. Możliwe ze po prostu gdzieś to przeoczyłam ale przez całą książkę musiałam prowadzić dedukcje i wydaje mi się iż jest to dwadzieścia sześć, ale do tej pory nie jestem pewna.

 //(...) to pierwsza rzecz, która wychodzi z ust człowieka, jest prawdą. Gdy masz okazję przemyśleć swoje słowa, zmieniasz je na takie, które łatwiej zaakceptować. Mówisz coś, co według twojej oceny bardziej się spodoba, coś, dzięki czemu osiągniesz zamierzony efekt.//

Najciekawsze jest to że opis książki nie mówi, ba, on nawet nie nakierowuje na to co może być w środku. Z jednej strony jest to plus, ponieważ w wielu pozycjach jakie przeczytałam takowy opis był bezpośrednim spoilerem, ale z drugiej strony nie wiemy czego się spodziewać.
Zew księżyca czytałam dosyć długo ale to przez mój kac książkowy który trzyma się mnie jak rzep psiego ogona. Co prawda przez pierwsze czterdzieści stron strasznie ciężko jest się wgryźć w lekturę ale warto czekać bo cała reszta ślicznie nam to rekompensuje. 

Podsumowując pierwszy to z serii o Mercedes Thompson to warta uwagi, wciągająca, przepełniona humorem i tajemniczością książka, której lektury z pewnością nie pożałujecie.
  
★★★★★★★

za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję wydawnictwu Fabryka słów:

wtorek, 7 marca 2017

(Nie) Wszyscy jesteśmy tacy sami...



Ostatnio mam wrażenie, że wszyscy dookoła są do siebie podobni. Zazdrosni o to co mają inni, przestają być oryginalni. Przestają szukać własnego stylu bycia, własnego ja. W szkole jedna osoba przychodzi ubrana w nową bluzę, a tydzień później koleżanka z ławki ma podobną jak nie taką samą. Liczą się tylko i wyłącznie marki, bo w końcu kim ty jesteś jeśli nie masz butów z krokodylkiem, bluzy z haczykiem i biżuteri z jakże uroczym złotym misiem? No właśnie.

Z książkami jest podobnie. Ulegamy presji otoczenia. Patrzymy na swoje biblioteczki i na biblioteczki innych. I co? Zaczynamy myśleć, porównywać siebie do innych. Kombinujemy jak tu znaleźć pieniądze na nowe pozycje. Kupowanie książek nie sprawia nam już przyjemności, staje się przymusem. Sama w pewnym momencie złapałam się na tym ze pomyślana sobie "Przydało by się więcej". Na szczęście teraz już mi przeszło i kupuje jedynie książki na których mi zależy. (Zresztą i tak wszyscy wiedzą, że jestem wielkim zwolennikiem bibliotek).

Z drugiej jednak strony nie zawsze wygląda to w ten sposób. Zauważyłam, że i na instagramie i na blogosferze panuje jakaś moda. Jaka? Już wyjaśniam: okulary kujonki, plecak z Fjalraven kanken, światełka i zdjęcia na ścianie czy minimalistyczny szablon na blogu. Powiedzmy sobie szczerze, prawie każdy z nas chciałby to mieć. Ja sama tez mam to wszystko. Ale to, że człowiek ma kilka rzeczy takich jak wiele innych osób nie znaczy o jego nieoryginalności. Według mnie to całkiem normalne, człowiek działa na takiej zasadzie. Widzimy coś u kogoś innego i zaczyna nam się podobać a skoro nam się to podoba to czemu by nie zaopatrzyć się w coś takiego, skoro ma sprawić nam to radość? Najważniejsze jest nie kopiowanie czyjegoś stylu (bycia, ubierania się, pisania czy robienia zdjęć).



Teraz to samo tylko od strony blogosfery. Posty i szablony. Czy to, że mam taki sam szablon jak kilkadziesiąt(set, tysięcy?) innych osób znaczy o mojej nieoryginalności? Nie, znaczy to tylko o tym, że nie zapłaciłam za odpłatny szablon i skorzystałam z darmowego. Nic na to nie poradzę. Ten szablon jest dostępny dla ogółu i może się spodobać wielu blogerom. A posty? Tutaj sprawa jest bardziej skomplikowana. Ostatnio miałam w głowie pewien pomysł na nowa serię, a później zobaczyłam ją na innym blogu na którego nigdy nie wchodziłam, i co? Co mam teraz zrobić? Co jeśli napisze tego posta a ktoś oskarży mnie o plagiat? Kurczę, życie to wyścig, kto pierwszy ten lepszy. (Ale czy zawsze?) Przykre jest to, że wiele osób może napisać mi, że "zerżnęłam" pomysł od kogoś innego. Nie wytłumaczysz tej osobie, że ty też miałeś coś takiego w głowie. To jak rzucanie grochem o ścianę.

Pozostaje nam tylko uodpornić się na niektóre docinki. Inspirować się ale nie kopiować. Nie starać się na siłę być kimś innym.

Marcelina.

niedziela, 19 lutego 2017

"Szóstka Wron" - Leigh Bardugo



"Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków.
Jeden niewykonalny skok.
Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne:
– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy)
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)
– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać)
Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem."


~lubimyczytać.pl~
Kiedy zobaczyłam "Szóstkę Wron" moje serduszko zabiło mocniej. Powiedzmy sobie szczerze, tak pięknego wydanie nie spotyka się często. Jestem bardzo wdzięczna wydawnictwu MAG za zachowanie oryginalnej okładki. Da się? Da się. (Nawiązanie do okładek Darów Anioła). 

Jaka wielka była moja radość kiedy dowiedziałam się iż nie jest to historia o kolejnej nastolatce zbawiającej świat. Przeciwnie, ta książka jest o oszuście. A konkretnie o sześciu oszustach. Pomysł nie jest sztampowy ale trochę mu brakuje do miana niepowtarzalnego (ale ile takich książek przeczytaliśmy w życiu?).  No dobrze, wiec zacznijmy od początku. "Szostka Wron" jest jak do tej pory jedną z najlepszych pozycji jakie przeczytałam w 2016 roku (skończyłam ją w sylwestra rano wiec się liczy). Nie dość, że przyjemnie się na nią patrzy to bardzo przyziemnie się ją czyta. Z Leigh Bardugo spotkałam się po raz pierwszy. Może mam o niej takie dobre zdanie bo nie czytałam trylogii Griszy? Nie wiem. Wiem tylko tyle, że "Szóstka Wron" jest teraz jedną z moich ulubionych książek. Dlaczego? Zaraz powiem. 

Po pierwsze postacie. Kaz jest wyjątkowy. Nie mogę powiedzieć, ze jest to postać która rzuciła mnie na kolana ale na prawdę go lubię. Jest jednym z lepiej wykreowanych bohaterów z jakimi się do tej pory spotkałam, lecz nie zapominajmy iż nie jest to książka o samym Brekkerze. Pozostali bohaterowie to wisienka na torcie. Nie są irytujący a dialogi pomiędzy nimi często przeplatane są ironicznymi lub sarkastycznym żartami (głównie Jaspera). Jedyne co mi się nie podobało to wiek bohaterów. Zdaje sobie sprawę ze 17 lat i okolice to dosyć popularny przedział wiekowy. Problem w tym, że czasem tok myślenia postaci skłaniał się do trochę większej ilości wiosen. 


Po drugie fabuła. Sam pomysł włamania się do niezdobytego lodowego dworu jest dosyć uniwersalny (chyba, że ja po prostu nie czytałam książki gdzie podobny pomysł się powiela). Wiele osób może przyczepić się pewnego aspektu, a mianowicie: "dotąd niezdobyty lodowy dwór ma sforsować (ale po cichu) grupa plus, minus siedemnaście lat?" Mogłabym powiedzieć, że znów czepiam się wieku. Może nie jest to bardzo dobrze przemyślane ale nie jest też złe. Musimy zwrócić uwagę iż są to osoby, które w życiu spotkały różne rzeczy. Kiedyś słyszałam o historii matki, której dziecko przygniotła duża gałąź. Drobna kobietka w przypływie adrenaliny ją podniosła. Wydaje mi się, że z naszymi bohaterami jest podobnie. Bardzo dużym plusem jest sam opis całej intrygi. Nieoczekiwane zwroty akcji, zasadzki i szczypta grozy to nieodłączne elementy tej powieści.
Język książki jest bardzo ciekawy. Nie wiem jak napisana jest "Grisza" ale słyszałam, ze nie jest to wygórowane pióro. "Szóstka Wron" ma w sobie, coś co przyciąga. 

Po trzecie wątki poboczne. Każdy z członków ekipy Kaza ma swoją własną historię,którą poznajemy w mniejszym lub większym stopniu. Nie doszukamy się tutaj ckliwych historii, jedynie dwóch subtelnych, ale jakże interesujących wątków miłosnych. Doszukamy się wspomnień o przeszłości, życia teraźniejszością ale i skomplikowanych (i też tych mniej) planów na przyszłość. 

Podsumowując "Szóstka Wron" to bardzo dobra fantastyka młodzieżowa, która wyróżnia  się na tle innych książek z tej samej półki (wyglądem i treścią). Jeżeli tylko będziecie mieli okazje, to zachęcam do zapoznania się z nią. 


★★★★★★★★★